Czytelnia

6#. Dziewczyno możesz wszystko!

Lipiec 19, 2019

Hejka naklejka! 


Czy pamiętacie siebie sprzed kilku lat? Jakie były Wasze plany, marzenia, pasje? Ja pamiętam … W głowie ciągle mam zachowany obraz dziewczyny, która po pokonaniu nieprawidłowych relacji z jedzeniem, stanęła przed lustrem i patrząc na swoje ciało, powiedziała: nie mam siły. Nie interesował mnie już wtedy co raz niższy wynik na wadze. Ja po prostu chciałam na nowo wstawać rano z energią, być w stanie podnieść coś ciężkiego, podbiec do uciekającego autobusu. Tyle… a może aż tyle?

Postanowiłam, że przyszedł czas na podjęcie nowych kroków. Wertując po nocach Internet przypadkowo natrafiłam na reklamę zajęć pole dance w moim mieście. Uwierzcie, że 3 lata temu był to jeszcze temat tabu i rurka kojarzyła się tylko i wyłącznie ze striptizem i nocnym klubem. Zaczęłam przeglądać wykonywane przez dziewczyny figury, przejścia, choreografie i poczułam motylki w brzuchu. Szybka decyzja! Pójdę i spróbuję! Wiedziałam, że ten sport wymaga wiele siły, jednak nie spodziewałam się, że po pierwszych zajęciach wrócę taka obolała. Pokazywane przez instruktorkę kroki wydawały się takie łatwe. No tak, ale ona miała mięśnie. Ja ich wtedy nie miałam – wróć, miałam, o czym przekonałam się następnego dnia, kiedy nie byłam w stanie robić notatek na uczelni.

Przysięgam : myślałam, że odpadną mi ręce! Moja przygoda ze sportem zaczęła się z ogromnymi zakwasami. 

Wróciłam na kolejne zajęcia i potem na kolejne. Wszystko było trudne, niewyobrażalne do zrobienia: wisieć głową w dół? I to jeszcze na samych rękach? Dobre! Siły jednak wracały, a mój apetyt wciąż rósł – nie tylko ten treningowy. Potrzebowałam energii, więc nieśmiało zaczęłam zmieniać swoje nawyki żywieniowe i dodawać kalorii. Chciałam robić więcej, umieć więcej!


Żeby dodatkowo się wzmocnić zapisałam się na siłownię, oczywiście nie robiąc przed tym żadnego rozeznania. Nie powiem, że pech (chociaż tak mi się wtedy wydawało!) sprawił, że trafiłam pomiędzy „starych wyjadaczy”. Często byłam tam jedyną kobietą, wśród facetów przerzucających niewyobrażalne ilości kilogramów, podczas gdy mój rekord na uginanie przedramion wynosił 1kg na rękę. Przez pierwszy miesiąc maszyny omijałam szerokim łukiem, klnąc w myślach, że najmniejszy ciężar to minimum pięć kilogramów. Kiedy dziewczyny twierdzą, że wstydzą się chodzić na siłownię, to doskonale wiem o czym mówią. Moją barierą ochronną były duże słuchawki i luźny t-shirt, w którym wydawałam się większa – niech myślą, że nie chce pokazywać mięśni! Na wejściu mówiłam nieśmiałe „cześć” i z marszu przechodziłam do treningu. Zaczęłam jak każdy. Standardowy split – ktoś mi powiedział, że tak trzeba robić…

No to robiłam: plecy z bicepsem, triceps z klatką a nogi z barkami. Każdy dodatkowy kilogram sprawiał, że byłam z siebie dumna. W końcu podeszłam do maszyny z magiczną, początkową piątką. Yes, zwycięstwo! Towarzysze z siłowni obserwując moje zmagania z ciężarem, zauważali moje postępy.

Usłyszałam pierwsze pochwały, przybiłam piątkę, pożegnałam się słowami “do zobaczenia na następnym treningu” i … przepadłam!


Pięć lat później wciąż wracam na siłownię, witam się z trenującą rodziną i czuję, że jestem u siebie. Konsekwentnie realizuję swoje postanowienia. Cały czas podnoszę poprzeczkę.

Kiedyś chciałam zrobić pompkę, taką wiecie: prawdziwą, „męską”. Zrobiłam. Chciałam zrobić flagę na rurce. Zrobiłam. Chciałam się też podciągnąć – podchwytem, nadchwytem, podnieść stówkę w martwym ciągu, stanąć na rękach, zrobić figury, które myślałam, że są niezgodne z grawitacją. Teraz? Wiszę głową w dół, trzymam się na samych rękach, robię ciężkie treningi siłowe, a nawet miałam swoje pierwsze próby w zarzucie i jerku. Jestem silna. Cały czas stawiam sobie nowe wyzwania i cele, a jak mam gorszy dzień to wracam do tamtych wspomnień. Do dziewczyny z nicepsami i brakiem kondycji. Do dziewczyny, która teraz robi rzeczy ze swoich dawnych marzeń. Do dziewczyny, która siedzi w przysiadzie, który kiedyś był niemożliwy do zrobienia – śmiało mogłam się nazwać człowiekiem z ujemną mobilnością.

Skoro ja mogłam, to dlaczego nie Ty? Co Cię powstrzymuje, przed lepszą wersją siebie? Nie odkładaj czegoś do jutra, do poniedziałku, do nowego roku. Ten kto czeka, traci ważne chwile. Traci życie.

Wstań i działaj! Dziewczyno, możesz wszystko!

Nie umiem wydusić z siebie ani słowa więcej, ale chyba powiedziałam wszystko… Tekst jest bardzo osobisty. Wspomnienia stanęły mi przed oczami. Odwaliłam kawał dobrej roboty.

M.

Zobacz także

1 Komentarz

  • Odpowiedz Pani Dusza Lipiec 30, 2019 o 12:54 am

    Łoooo, Monika… Twoja historia pokazuje, że naprawdę MOŻNA WSZYSTKO 💪 Dobrze wiem, o czym piszesz… Siła jest w nas ☺️

  • Zostaw odpowiedź