Czytelnia

5#. Zacznę od jutra!

Kwiecień 4, 2019

Hejka naklejka! 


Zacznę od poniedziałku, przyszłego tygodnia, miesiąca albo od nowego roku. Znacie to? Przyznać się – znajdzie się choć jedna osoba, która nigdy nie zastosowała tej wymówki?

Wiecie co jest najlepsze? Ten tekst zaczynałam “od jutra” tyle razy, że nawet cieżko mi to policzyć. Doprowadziłam samą siebie do frustracji. Jednak … wiem, gdzie tkwi przyczyna i postanowiłam nad nią sumiennie popracować, żeby takie przestoje więcej nie miały miejsca.

Odchodząc na chwilę od tematu (w kwestii zobrazowania Wam pewnych spraw) – nie umiem pracować na sztywnych tekstach. Kiedy muszę napisać czysto merytorycznie – sucho,  bez moich wstawek – to czuję niesamowitą blokadę i niestety wycofuję się z danego pomysłu. To jest moje miejsce, więc będzie po mojemu… W każdy wpis wkładam serducho i dzieląc się zarówno swoimi przemyśleniami oraz wiedzą, niejako otwieram się przed Wami – moimi czytelnikami.

Jeśli taki bardziej lifestylowy język Wam nie odpowiada – źle trafiliście, lecz mam nadzieję, że zostaniecie i tak (chociażby po przepisy, one są pyszka!). Nie zmienię się, ponieważ zależy mi na pokazaniu tutaj swojej autentyczności. Jestem dietetykiem oraz trenerem personalny, ale to nie znaczy, że decydując się na te zawody podpisałam rezygnację z rekreacyjnego jedzenia od czasu do czasu albo zobowiązałam się, że nigdy nie dopadnie mnie leń. Przede wszystkim jestem zwykłym człowiekiem – czasami po prostu mi się nie chce, czasami zaczynam od jutra, czasami jestem sama na siebie o to zła.

Możesz więcej, szybciej, bardziej … Tak, mogę. Jednak jeśli nie dowiem się przyczyny moich niepowodzeń oraz dlaczego odkładam w czasie realizację postanowień to najprawdopodobniej nigdy mi się nie uda. No dobra, chyba że się zmuszę – jednak wtedy będę zbyt negatywnie nastawiona do własnego sukcesu. Zero wygranych…

Za wysoka poprzeczka

Od jutra zaczynam ćwiczyć parę razy w tygodniu, nie jem słodyczy, a dodatkowo wyrabiam 10 000 kroków dziennie! Plan idealny! A co jeśli: następnego dnia budzisz się spóźniony/a do pracy, przez co nie zdążysz zjeść śniadania? W biurze panuje chaos i wszyscy Cię denerwują. Trafiasz również na potężne korki podczas powrotu do domu. Przez te wszystkie randomowe sytuacje będziesz myśleć o swoich fit postanowieniach z poprzedniego dnia? Nie sądzę.

A gdyby tak postawić sobie mniejsze cele i przede wszystkim je zaplanować?

  1. nie jem słodyczy – co ważne: nie kupuj ich! Są dwie metody na słodyczową walkę. W pierwszej wersji eliminujesz je całkowicie. W drugiej – pozwalasz sobie na ich dodatek w codziennej diecie. Osobiście preferuję drugą opcję. Ją również stosuję u moich podopiecznych. Przez włączenie produktów rekreacyjnych do naszego codziennego menu nie popadamy w skrajność – już nigdy ich nie zjem! Nie kumulujemy w sobie wewnętrznej frustracji odmawiania sobie czegoś co po prostu lubimy. Taka tykająca bomba wybuchnie w Twoim najgorszym momencie – kiedy kłopoty się nawarstwią, życie przytłoczy a Ty sięgniesz po czekoladę, bo tylko ona została. Spróbuj racjonalnie podchodzić do słodyczy w diecie. Nie tabliczka, a pasek/kostka. Niech będą w Twoim jadłospisie. Życie bez czekolady na prawdę jest ciężkie! I mówi Ci to dietetyk!
  2. zaczynam ćwiczyć kilka razy w tygodniu – pierwszą rzeczą, którą powinieneś/powinnaś zrobić to z pewnością NIE zakup nowych butów, koszulki i spodni, tylko racjonalne spojrzenie i analiza swojego tygodniowego grafiku. Kiedy możesz wygospodarować czas na trening, a kiedy są inne obowiązki? Jak przeorganizować swój czas tak, żeby dorzucić dodatkowy element? Tylko na spokojnie – jeśli nie dasz rady 4x w tygodniu, a przykładowo 2x, to nie będzie to “tylko”, lecz “aż”. Pomyśl o tym jako o kroku do przodu. Jeśli Ci się uda, moje gratulacje!
  3. 10 000 kroków dziennie – magiczna liczba, która zaczęła mnie wręcz irytować – “Monika, a Ty ile kroków dziennie robisz” – szczerze? Czasami 15 – 20 tysięcy, a czasami 3 000 – szczególnie, kiedy pracuję przez cały dzień przy komputerze. Kroki nie nabijają się również podczas jazdy na rowerze, a to właśnie on stanowi mój główny środek transportu. Co możesz zrobić na początek, żeby się nie zrazić? Wybrać schody zamiast windy, wysiąść przystanek wcześniej i przez to wydłużyć swój powrót do domu, spakować słuchawki oraz wodę do plecaka i pójść na samotny spacer przez park albo wzdłuż rzeki – warto raz na jakiś czas oderwać się od wszystkiego, wyciszyć i porozmawiać samemu ze sobą!

Określ czas

Często przy decyzjach odnośnie nowych postanowień odkładamy ich realizację w czasie, stwierdzając, że najlepiej będzie zacząć z czystą kartą. Rozumiem. Sama często z tego korzystałam, jednak po kilku (nastu) porażkach w byciu lepszą w tym i lepszą w tamtym ALE „od jutra”, stwierdziłam, że kolejne cele, które sobie wyznaczę będą wdrażane w życie od razu!

Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Odkładanie czegoś w czasie zwiększa szansę niepowodzenia o jakieś milion procent. Jeśli chcesz coś zrobić – just do it. Nie zakładaj, że w tym roku zrobisz formę życia skoro nawet nie wiesz ile zostało tygodni do lata ani jak Twoje ciało reaguje na deficyt kaloryczny.

Wybierz trzy dni, jeśli kiepsko idą Ci postanowienia. Tydzień, jeśli jesteś w stanie przez tyle utrzymać nad sobą kontrolę. Miesiąc, kiedy już zaufasz samemu sobie, że możesz i dasz radę…

Zmiany

Nikt ich nie lubi! Polegają na niejakim porzuceniu zwyczajów i przyzwyczajeń. Musisz wyjść ze swojej strefy komfortu i spróbować czegoś nieznanego, co na początku będzie dziwne, trudne do ogarnięcia, takie nie Twoje … Decyzja jednak zapada. Masz cel, chęci i motywację. Jak tego nie zepsuć? Zanim się rozgadam to jedno pytanie:

Czy na prawdę istnieją perfekcyjni ludzie?

Nie zapominaj, że w Internecie większość wstawianych treści jest idealna. Nie lubimy mówić, że mieliśmy zły dzień, że nam nie poszło albo najzwyczajniej w świecie: nie chciało. Przeglądając Instagrama czy inne media społecznościowe czerp z nich motywację do działania, lecz nie traktuj ich jako bezwzględny wyznacznik co do tego, jak ma wyglądać Twoje życie.

Zacznij od małych celów. Najgorsze co możesz zrobić to rzucić się na głęboką wodę. Niech nowe postanowienia z czasem staną się Twoim nawykami. Poczuj się pewnie na nowym gruncie i dopiero wtedy podwyższaj poprzeczkę.

A co jak po drodze zaliczysz wpadkę? Złota zasada: nie przerywaj, tylko wróć jak najszybciej na właściwe tory. Wszyscy popełniamy błędy. Wstań, otrzep się i działaj dalej! Zmiany wymagają cierpliwości i silnej woli. Pamiętaj, że robisz to dla siebie i tylko od Ciebie zależy czy dalej będziesz realizować postanowienia i podwyższać poprzeczkę.


Z prywaty wzięte: sama wiem, ile razy robiłam wielkie plany, brałam na siebie zbyt dużo obowiązków i nowych zadań. Zawsze kończyło się tak samo: z czasem nie dawałam rady i byłam zmęczona takim restrykcyjnym podejściem. Dzięki temu nauczyłam się wrzucać na luz.

Nie jestem idealna i nigdy nie będę. Cały czas jednak staram się pracować nad lepszą wersją siebie, a efekty moich starań mobilizują mnie i zwiększają apetyt na więcej.


Zrobiłam to dzisiaj, a nie jutro – czyli nigdy! Kończę ten wpis z uśmiechem na twarzy. Niech to będzie na prawdę dobry dzień!

Do następnego – szybciej niż ostatnio, ściskam i buziaki!

M.

Zobacz także

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź